Casablanca

Rabat

Fez

Meknes

Marrakesz

Agadir

Maroko - październik 2001

Minął niecały miesiąc od tragicznych wydarzeń 11 września w USA, kiedy to terroryści wpakowali dwa samoloty w wieże World Trade Center. Świat zamarł w oczekiwaniu co będzie dalej. Ludzie z dnia na dzień przestali latać w obawie przed kolejnymi zamachami, turyści zaczęli rezygnować z wcześniej wykupionych wycieczek, linie lotnicze zaczęły notować coraz większe straty.

Postanowiliśmy z Justyną skorzystać z okazji. Podłączyliśmy się do wycieczki zorganizowanej dla sieci aptekarzy, która wybierała się na imprezę motywacyjną do Maroka. Z grupy liczącej ponad 70 osób zostało w ostateczności niewiele ponad połowa i bez problemów zostaliśmy przyjęci na doczepkę do grupy. Znajomi i rodzina stukali się w głowę. Jak można w takiej sytuacji jaka jest na świecie jechac do kraju muzułmańskiego na wakacje. W dodatku Justyna była w czwartym miesiącu ciąży. Jak się później okazało, moment był odpowiedni. Po pierwsze zabraliśmy się bez problemów na wszystkie rejsy. Po drugie zaś cały pobyt minął bardzo spokojnie, bez żadnych nieprzyjemnych przygód. Maroko, faktycznie jest krajem muzułmańskim, ale dość nowoczesnym i chyba mieszkańcy tego spokojnego kraju sami byli zszokowani tym co się stało w USA i robili wszystko, żeby się odciąć od wizerunku stworzonego przez bandę fanatycznych terrorystów.

Tak więc pewnego październikowego popołudnia wylądowaliśmy na lotnisku w Casablance rejsem z Amsterdamu liniami Transavia. Maroko jest państwem w północno-zachodniej Afryce, jednym z tzw. krajów Maghrebu, czyli "zachodzącego Słońca". Posiada bogate w zabytki miasta cesarskie - Meknes, Marrakesz, Fez, słynną filmową Casablance, żyją tu tajemniczy Berberowie, znajdują się liczne gwarne bazary (suki), a ponadto rozciągają się wspaniałe krajobrazy - od Atlantyku poprzez piaski Sahary po ośnieżone szczyty Atlasu. Kraj jest przyjazny turystom, jest czysto i bezpiecznie, , panuje język arabski, ale popularny jest również język francuski, używa się waluty dirham marokański (MAD). Średnie temperatury w październiku wynosiły w dzień 26 stopni, w nocy - 17, woda w oceanie była raczej zimna, choć podawali że ma 22 stopnie.

Casablanca Słynny, bo drugi najwyższy w świecie arabskim minaret, znajduje się w Casablance, tuż nad brzegiem oceanu. Na Placu Mohammeda V znajdziesz najbardziej imponujące przykłady architektury mauretańskiej.

Meczet Hasana II zrobił na nas wrażenie swoją wielkością i nowoczesnością w tradycji (otwierany dach). To jeden z dwóch meczetów na świecie, gdzie wolno wchodzić innowiercom. Nasza podróż zaczęła się w "filmowej" Casablance - największym porcie Maroka, przez królewską stolicę - Rabat i religijną - Fez, sułtańskie miasto - Meknes i przepiękne położony u podnóża gór - Marrakesz. Po tak ekscytującej wyprawie wypoczywaliśmy w Agadirze nad Oceanem Atlantyckim.

Rabat. Budowę wieży Hassana zapoczątkował Yacoub al-Mansour. Niestety trzęsienie ziemi w 1755 r. przerwało prace i minaret został niedokończony. Obok ruiny rzymskiej twierdzy i miasta Colonia (pozostały tylko słupki). Twierdza Oudaias pełniła dawniej rolę pałacu, dziś natomiast mieści muzeum sztuk tradycyjnych. Po drugiej stronie placu z wieżą Hassan znajduje się Mauzoleum Mahomeda V (dziadka obecnie panującego Mohameda VI). Jest to kwadratowa budowla z białego marmuru we wnętrzu której w podziemiach stoi sarkofag Mahomeda V. Można to oglądać z galerii biegnącej dookoła podziemi. Są dwa wejścia na plac z mauzoleum.  Przy obu tych wejściach stoi dwóch konnych strażników w galowych mundurach i lancą w rękach. Gorąco współczuje tym żołnierzom takiej służby w pełnym umundurowaniu w upale, zwłaszcza kiedy co chwilę podchodzi turysta i robi sobie z nimi zdjęcie przy okazji płosząc konia.

Pałac królewski. Warto zobaczyć również pałac królewski z imponującą bramą Bab ar-Rouah oraz kazbę Udaja. Do pałacu prowadzi aleja obsadzona z obu stron drzewami przyciętymi w równy prostopadłościan. Wygląda to wręcz nienaturalnie. Do pałacu nie ma wstępu. Można tylko porobić z oddalenia zdjęcia imponującej bramy wysadzanej mozaiką.

Fez. Religijna, intelektualna i artystyczna stolica kraju. Miasto zostało założone w VIII wieku przez Idrisa II, warto zwiedzić Stare Miasto, zwane tutaj medyną, meczet Karouine oraz oczywiście marokański bazar i sklepy. Fez stanowi symboliczne serce Maroka. Stare Miasto to jedno z największych na świecie miast niezmienionych od czasów średniowiecza. Wśród 9400 ulic i zaułków łatwo się zgubić. W murach Starego Miasta (Fes el-Bali) mieści się gigantyczne kolegium teologiczne, Medresa Bou Inania wzniesione z 1350 r., Fes el-Idid - pełna wspaniałych budowli dzielnica żydowska, meczet i uniwersytet El karawijjin, groby Merenidów (dawniej dynastii sułtanów Maroka. Zwiedzanie bez przewodnika jest niemożliwe. Warto więc spędzić tu kilka dni.

Meknes to miasto pięknych bram - Bab el-Khemis i Bal el-Mansour, uważanych za najokazalsze w całym Maroku. Spacer po medinie i bazarze oraz pałac królewski Dar El- Makhzen (zdjęcie po lewej) robi duże wrażenie.

Dla nas dużą atrakcją był henna suk - bazar specjalizujący się w sprzedaży barwnika używanego do farbowania włosów i tatuowania kobiecych dłoni oraz stóp. Oddalone o 33 km Volubilis ma podobno najlepiej zachowane ruiny rzymskie w Maroku (II i III w.)

Marrakesz to mityczna brama na Saharę, skąd wyruszały niegdyś wielkie, bogate karawany udające się przez pustynię do Timbuktu. Miasto położone na równinie u stóp gór Atlas. To jeden z najważniejszych ośrodków kulturalnych Maroka, słynie ze swych targowisk i obchodzonych tu świąt. Serce miasta stanowi ogromny plac Djemaa el-Fna (tych, którzy odeszli) na Starym Mieście. Stoją tu rzędy straganów żywnością, a powietrze pełne jest pobudzających zmysły aromatów. Pełno to grajków, zaklinaczy węzy, artystów, przepowiadaczy przyszłości i zwykłych handlarzy przekrzykujących się nawzajem.

Na pamiątke pobytu na tym bazarze kupiliśmy sobie po parze kapci z wielbładziej skóry. Bardzo wygodne, z miękkiej wyprawionej skórki o oryginalnym wyglądzie i jednym istotnym felerze. Mimo upływu lat nadal śmierdzą, tak, że nie wypada ich zakładać przy gościach bo od razu łapią się za nosy :-) Symbolem miasta jest XII wieczny meczet Kutubija z 70 metrowym minaretem, niestety do oglądania tylko z zewnątrz. Inne zabytki to: ogrody Menara, grobowce Saadytów z XVI w., pałac al- Batua.

Agadir Tu zjechaliśmy na zakończenie naszej objazdowej wycieczki po Maroku. Po wszystkich trudach zwiedzania i telepania się w autokarach zasłużyliśmy na kilkudniowy wypoczynek w hotelu all-inclusive rozłożonym niedaleko głównej plaży w Agadir. Hotel ładnie zaaranżowany wśród ogrodów, kilka basenów, restauracji, wszystko niby cacy, oprócz samych pokoi, które niestety były na poziomie arabskim. Oznacza to, że lokalne 4 gwiazdki to w rzeczywistości może 2 gwiazdki światowe a już azjatyckie to chyba tylko 1 gwiazdka. Ale taki niski poziom trzymają hotele w większości arabskich krajów i nie ma co się dziwić. Jedzenia było dużo, choć wybór średnio urozmaicony i co ciekawe po 1 dniu połowa naszej grupy miała problemy żołądkowe. Może kierownictwo hotelu nie chciało żebyśmy następnego dnia zbyt dużo zjedli. Udało im się:-)

W Agadir oprócz byczenia się nad basenem (na plaży raczej nie ma warunków) niewiele jest do robienia. Miasteczko niby turystyczne, ale atrakcje ograniczają się do przejażdżki na wielbłądzie lub quadzie po wydmach. Przejść się po mieście też jest raczej trudno, nie ma tu ciągu deptaków ze sklepami i restauracjami. Wszystko jest raczej chaotycznie rozrzucone wśród imponującej ilości hoteli, które cały czas się budują nowe.

Plaża jest całkiem ładna o długości 10 km, ale turystów opalających się na niej niewiele. Liczne sklepiki, restauracje i bazary (wbrew pozorom było tu taniej niż w innych miastach) ciągną się wzdłuż głównych ulic: Hassana II i Mahommeda V. Zmęczonym plażą turystom polecamy obejrzenie kazby (fortecy zbudowanej przez Portugalczyków w XVI w.), parku Vallee des Oiseaux (ptaszarnia i ZOO) oraz pójść na wieczór berberyjski. Zazwyczaj jest on organizowany w ramach imprez hotelowych i można na nim posłuchać wnerwiającego i monotonnego walenia w bębenki, zobaczyć tresurę węży i obejrzeć podskakujący, lekko tłusty brzuch tancerki wykonującej taniec brzucha. Nie da się ukryć, że wypoczęliśmy w Agadirze i niejedną książkę przeczytaliśmy na leżaku przy basenie. Nikogo jednak nie będę zachęcał żeby przyjeżdżać tu na wypoczynek z Polski. Są zdecydowanie ładniejsze miejsca na świecie. Natomiast Maroko, ze swoimi zabytkami, szkołami koranicznymi, sukami, wspaniałymi berberyjskimi osadami, fortecami na pustyni , pałacami królewskimi jest jak najbardziej warte wycieczki objazdowej. Takiej jaką udało nam się zobaczyć dzięki pomocy biura Orbis.